Zły sen polskich pracodawców. Widmo odpływu Ukraińców - aktualizacja 14.11.

Zły sen polskich pracodawców. Widmo odpływu Ukraińców - aktualizacja 14.11.

Polscy samochodowi przewoźnicy międzynarodowi obawiają się otwarcia 1 stycznia 2019 r. niemieckiego rynku pracy.

Niemcy przewidują ułatwienia w dostępie do rynku dla obywateli państw trzecich, co oznaczałoby, że z ponad 65 tys. obywateli obcych państw pracujących w polskich firmach transportowych za Odrę może wyjechać znaczna ich część.

– Zarobki za Odrą są wyższe niż w Polsce, ale jak zauważył francuski Instytut Pracy, wynagrodzenia kierowców w Polsce są wyższe od średniej płacy, a na Zachodzie są niższe – przypomina Jan Buczek, prezes ZMPD. – Z kolei koszty utrzymania w Niemczech są wyższe, zatem zarobki netto tych, którzy wybiorą niemieckich pracodawców, najprawdopodobniej zmaleją. Tymczasem transport ma tak małe marże, że niemieckie firmy przewozowe mogą mieć kłopot ze znalezieniem dodatkowych pieniędzy na podwyżki – dodaje prezes ZMPD.

Podobnego zdania jest dyrektor Departamentu Transportu ZMPD Piotr Mikiel. – Otwarcie Niemiec nie powinno być większym problemem, ponieważ wysokość wypłat na rękę jest podobna w obu krajach. Różnica tkwi w zabezpieczeniu socjalnym, które w Niemczech liczone jest od całości sumy, w Polsce od jednej trzeciej. Jednak jeżeli ktoś przyjeżdża w celach zarobkowych, to myśl o emeryturze ma charakter wtórny – uważa dyr. Mikiel.

Źródło: www.zmpd.pl


Niemiecki rząd przygotowuje się do otwarcia rynku pracy w kraju na osoby spoza Unii Europejskiej. Nowe zasady miałyby wejść w życie od początku 2019 roku. Rządowy plan chwalą przedsiębiorcy – w tym Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa (DIHK), która przypomina, że w Niemczech brakuje dzisiaj 1,6 mln pracowników.

Ukraińcy mieszkający w Polsce mogliby ruszyć dalej na zachód. Potwierdza to Work Service - według badań firmy z Polski może wyjechać 60 proc. przebywających tu Ukraińców. Wiązałoby się to z problemami dla firm, które mogłyby nie nadążać z zamówieniami i musiałyby podnieść płace.

– To ogromne zagrożenie dla polskiej gospodarki. W ciągu dwóch–trzech miesięcy luka kadrowa urosłaby z 165 tys. do ponad 0,5 mln wakatów – mówi Krzysztof Inglot, prezes agencji zatrudnienia Personnel Service.

Jak twierdzi a Krzysztof Inglot, prezes agencji zatrudnienia Personnel Service, która specjalizuje się w rekrutacji pracowników z Ukrainy, Niemcy z 3-4 krotnie wyższymi zarobkami niż w Polsce, już teraz są dla wielu z nich bardzo kuszącą alternatywą. Ukraińcy, którzy od maja ubiegłego roku mogą bez wiz podróżować po całej Unii nie mogą wprawdzie legalnie pracować za Odrą, ale - zdaniem Inglota - niemieckie służby imigracyjne przymykają oko na Ukraińców zatrudnianych na czarno na budowach.

Źródło: www.rp.pl , www.businessinsider.com.pl